Stało się, dostałem pierwszą w mojej (bądź, co bądź już długiej) karierze na studiach piątkę (tak ocenę bardzo dobrą, 5.0)! I nie chodzi mi tu wcale o 5 z jakiegoś kolokwium (teraz dostaję punkty, a nie oceny), ale z całego przedmiotu na koniec wpisywaną do indeksu. Swoją drogą nie wiem jak to mój biedny indeks zniesie taki szok...
Przedmiot nie był jakoś specjalnie wymagający, skoro dostałem 5, ale zawsze coś! Szczerze powiedziawszy nie wiem czy ma to dla mnie jakieś większe znaczenie, że dostałem 5, a nie 4 czy 3... Grunt, że zaliczone!
Wiem, że już po sesji, ale piątki w indeksie jeszcze nie mam. W czerwcu jakoś nie mogłem się stawić po wpis, a teraz prowadzący będzie dopiero w połowie października. Szkoda, że za tę twórczość nie dostaje się 5:
Na blogu tym prezentując "dzieła", które wykonałem podczas słuchania wykładów niewymagających ode mnie notowania. Nie wiele do nich potrzeba - kartka, pióro i trochę wyobraźni. Przy okazji zawieram tu również moje przemyślenia na różne tematy, choć każdy post będzie zakończony jednym z "dzieł" z mojej skromnej kolekcji.
sobota, 22 września 2012
1 komentarz:
Nie przeszkadzają mi żadne komentarze. Blog jest dla mnie! Coś Ci się podoba - napisz, coś Ci się nie podoba - napisz. Jak komentujesz i nie możesz powstrzymać się od wulgaryzmów, to je chociaż lekko ocenzuruj (np. k***a). Nie chcę usuwać żadnych komentarzy, świadczą one o osobie komentującej, nie o mnie, jednak chcę, by było to miejsce bez wulgaryzmów!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Już się boję ile było by zapaleńców tworzących labirynty gdyby tylko mieli za to zaliczenia... A tak bez ocen jesteś wyjątkowym twórcą :)
OdpowiedzUsuńA piątki szczerze gratuluję!!!